niedziela, 3 marca 2013

8. Liam


Czy wyjazd z rodzinnego kraju był dobrym pomysłem na ucieknięcie od problemów i zaczęcia życia od nowa? Jak na razie nie żałuję swojej decyzji. Nie miałam innego wyjścia. Nie jestem człowiekiem, który ma silną psychikę, dlatego nie zdołałam uporać się z przeciwieństwami, jakie stawały na mojej drodze w Polsce. Anglia - obecne miejsce zamieszkania moje i moich rodziców, oraz starszego brata. Postanowiliśmy na jakiś czas wyjechać, zostawiając za sobą wiele przykrych wspomnień. Przede wszystkim dotyczy się to mnie. To mnie przez całą podstawówkę i gimnazjum wiecznie gnębili i wyzywali. Nie winię tych ludzi za moją lekką depresję. W końcu skoro coś do mnie mieli, to ze mną musiało być coś nie tak, prawda? Tak myślę.
Obecnie mieszkamy w Londynie, mieście, które od zawsze chciałam odwiedzić. Jest tu pięknie i widać, że między ludźmi nie jest tak w Polsce. Tutaj nikt na siebie nie warczy. Wręcz przeciwnie, na twarzach nie jednego człowieka panuję uśmiech, którym zaraża wszystkich dookoła. Czuję się tu swobodnie i niezwykle bezpiecznie.
Kolejny raz w tym tygodniu spacerowałam po pobliskim parku, podziwiając wspaniałe widoki, którymi jest obdarzony. Usiadłam na jednej z ławek i zamykając oczy, rozkoszowałam się słońcem, miło ogrzewającym moją twarz. Przyjemnie ciepły wiatr otulał skórę moich ramion, a zapach skoszonej trawy i wspaniale pachnących kwiatów łaskotał mój nos. Zaciągnęłam się świeżym powietrzem, kiedy poczułam, że obok mnie ktoś siada. Otworzyłam jedno oko i ujrzałam szatyna, który przyglądał mi się swoimi brązowymi oczami, uśmiechając się przyjaźnie.
- Ładna pogoda prawda? - spytał, rozkładając się na ławce tak jak ja.
- Wspaniała. - zaśmiałam się. - Uwielbiam wygrzewać się na słońcu.
- Nigdy cię tu nie widziałem, a kto jak kto, ale ja tu bardzo często przychodzę. - zerknął na mnie dyskretnie, oczekując odpowiedzi.
- Nie dawno tu przyjechałam. A ty mam rozumieć, mieszkasz w Londynie od dawna?
- Od trzech lat. Pochodzę z Wolverhampton, ale na rzecz spraw zawodowych przeprowadziłem się tutaj. - wyjaśnił.
- A czym się zajmujesz, jeśli mogę wiedzieć? - zainteresowałam się.
Chłopak wydawał mi się jakoś dziwnie znajomy, lecz nie mogłam za nic przypomnieć kogo.
- Czyli nas nie znasz... - powiedział bardziej do siebie niż do mnie. - Jestem Liam Payne, ten z One Direction.
Jak na zawołanie, podeszły do nas dwie dziewczynki i poprosiły szatyna o autograf. Chłopak szybko podpisał im płyty oraz zdjęcia i miło się z nimi pożegnał.
No tak, jak mogłam go nie poznać?
- Lubię wasze piosenki, macie na prawdę niezwykłe talenty. Przepraszam, ale na początku cię nie skojarzyłam. - powiedziałam przepraszająco, na co on machnął ręką.
- Nie przejmuj się tym. - uśmiechnął się słodko. - Cieszę się, że nas lubisz.
Zapadła między nami cisza, która o dziwo żadnemu z nas zbytnio nie przeszkadzała.
- Nadal nie znam twojego imienia. - przypomniał sobie, co spowodowało mój chichot.
- Jestem [t.i].
- Pochodzisz z Polski, zgadłem? - popatrzył na mnie chytrze, a ja szybko pokiwałam głową. - Domyśliłem się, po twoim akcencie i imieniu.
- Muszę jeszcze poćwiczyć ten akcent, skoro chcę tu mieszkać. - zaśmialiśmy się.
- Dałabyś mi swój numer? Świetnie mi się z tobą rozmawia. - spytał.
Zawahałam się. Mimo, że go polubiłam, to i tak jest gwiazdą. A ja nie chcę cierpieć, właśnie dlatego tu się przeprowadziłam.
- Przepraszam, ale muszę już iść. - stwierdziłam szybko, patrząc na zegarek. Wstałam z ławki i pobiegłam w stronę domu, zostawiając zdezorientowanego chłopaka samego.

Minęły już dwa dni od spotkania Liama, a ja nie mogę przestać o nim myśleć. Myśl, że zostawiłam go, bez żadnych wyjaśnień ciążyła mi na sumieniu. Mimo, że zostałam zraniona przez innych ludzi, ja ich nie potrafię ranić. Przez cały ten cały czas unikałam parku. Bałam, a raczej wstydziłam się spotkania z nim. Jednak moja najlepsza przyjaciółka, z którą mam kontakt powiedziała, że nie mogę wiecznie uciekać i muszę stawić temu czoła. Tak też zrobiłam.
Powolnym krokiem, spacerowałam po alejkach parku, lecz nigdzie nie spostrzegłam znajomej twarzy. W końcu, postanowiłam usiąść przy jeziorze i chwilę odpocząć. Kiedy zapatrzona byłam w kaczki i łabędzie, pływające po wodzie, usłyszałam męski głos.
- Wiedziałem, że w końcu cię tu spotkam. - chłopak usiadł obok mnie, przyglądając mi się uważnie. - Dlaczego wtedy uciekłaś? Powiedziałem coś złego?
- Nie, to nie twoja wina... - zaczęłam, ale mi przerwał.
- To coś się stało?
- Liam, wiesz dlaczego przeprowadziłam się z Polski do Londynu? - czułam silną potrzebę wygadania mu się. Wiedziałam, że mogę mu ufać. - Przez całe moje dzieciństwo byłam wyzywana i wyśmiewana. Chłopak, który niegdyś był dla mnie okropnie ważny, odwrócił się ode mnie i stanął po stronie tych ludzi. Wyzwiska, które wydobywały się z jego ust, bolały dwa razy mocniej niż kiedy wypowiadała je zwykła osoba. Zależało mi na nim, ale on tego nie widział i dalej mnie ranił. Od tamtego czasu boję się znajomości z chłopakami, bo boję się w nich zakochać. Ty jesteś celebrytą, w końcu zapomnisz o osobie takiej jak ja, a ja za mocno przywiązuje się do ludzi. Nie chcę cierpieć.
- Nie pozwolę ci cierpieć. - podniósł palcem mój podbródek. - Może nie uwierzysz, ale przeżywałem dokładnie to samo, dlatego wiem jak się czujesz. Rozumiem twoje obawy, ale ja jestem ostatnią osobą, która mogłaby cię skrzywdzić. Chciałbym być osobą, dzięki której się uśmiechasz. Pozwól mi. Pozwól mi cię poznać.
W odpowiedzi uśmiechnęłam się do niego szeroko, nie mogąc wykrztusić żadnego słowa. Zaskoczył mnie, w końcu znamy się tak krótko. Czułam, że mogę mieć w nim przyjaciela i osobę, której ufam bezgranicznie.


 Przepraszam, że znowu mnie tu tyle nie było, ale miałam małą blokadę twórczą co do imaginów. Obiecałam imagina z Liamem, więc jest. Co prawda miał być o czymś innym, ale wpadł mi do głowy pomysł, więc napisałam. Teraz pytanie do was. Wolicie poczekać trochę dłużej na partowca z Harrym czy wolicie jednoczęściowego Zayna? Decyzję zostawiam wam i dziękuje za wszystkie miłe komentarze pod ostatnią notką. 
~Nulka :)